„Krzaczing – czyli AUTOSTOPEM PRZEZ BAŁKANY”

(lipiec-sierpień 2010 rok)

Łukasz Szubiński, Ewelina Grymuła


Tak naprawdę, to ta podróż nie miała mieć miejsca. Po prostu! Nie było jej w planach! Mimo, że każdego roku gdzieś wyjeżdżamy, tym razem miało być inaczej. W głowach rysował się już powoli inny, bardziej odległy cel. Zbieraliśmy fundusze na podróż dookoła świata, którą planujemy odbyć za dwa lata. A jednak… „choroba” zwana podróżowaniem sprawiła, że zapożyczyliśmy się u przyjaciół i „wyszliśmy na drogę”. Tak! Bowiem autostop to dla nas najlepszy i najtańszy sposób podróżowania. Postanowiliśmy pojechać na południe Europy. AUTOSTOPEM PRZEZ BAŁKANY! (Fot. 1).



Fot. 1 Trasa „Autostopem przez Bałkany”

Naszą przygodę rozpoczęliśmy w pierwszym tygodniu lipca. Po szybkim tranzycie przez Polskę, Czechy, Słowację i Węgry, trafiliśmy do Słowenii, gdzie mieliśmy okazję zwiedzić Postojną (Fot. 2) – jedną z najbardziej znanych jaskiń w Europie. Jej wyjątkowość polega między innymi na tym, że jest bardzo długa (ok. 20km), zaś część trasy pokonuje się kolejką elektryczną. Następną atrakcją, którą zobaczyliśmy, były Jaskinie Szkocjańskie znajdujące się na Liście Światowego Dziedzictwa Narodowego UNESCO. Zrobiły one na nas o wiele większe wrażenie niż zatłoczona przez turystów Postojna.



Fot. 2 Jaskinia Postojna

Bardzo trudno „stopowało się” nam w Chorwacji. W zapełnionych po sam dach samochodach turystów zmierzających nad Adriatyk nie było już miejsca dla naszej dwójki. Na jednej ze stacji benzynowych utknęliśmy na ponad 20 godzin! W Chorwacji jedynym miejscem, które zwiedziliśmy, był Park Narodowy Jezior Plitwickich (Fot. 3). Jego największą atrakcją jest 16 jezior krasowych połączonych ze sobą licznymi wodospadami. Tego samego dnia spotkaliśmy się z naszym przyjacielem Pawłem, który przybył z nowopoznanym przez Internet kolegą, Tomkiem. Od tej chwili podróżowaliśmy we czworo.



Fot. 3 Jeziora Plitwickie

Miłą niespodzianką okazała się dla nas Bośnia i Hercegowina. Spośród wszystkich zwiedzonych krajów, to właśnie tutaj spędziliśmy najwięcej czasu. Na początku w Travniku i Sarajewie. Potem w Mostarze, gdzie podziwialiśmy śmiałków uczestniczących w corocznym konkursie skoków do wody ze Starego Mostu (Fot. 4). Uff… aby skoczyć „na główkę” z 20 metrów potrzeba nie lada odwagi! Odwiedziliśmy również Medziugorie – miejsce, w którym 24 czerwca 1981 miała ukazać się kilkorgu dzieciom Matka Boska. Czy tak faktycznie było? Objawień do tej pory nie uznał Watykan. Niedaleko Medziugorie znajdują się niezwykłe, blisko 25-metrowe, wodospady Kravitza (Fot. 5). Rozciągają się one na szerokość ponad 100 metrów.



Fot. 4 Mostar



Fot. 5 Wodospady Kravitza

Kolejnym krajem, do którego zawitaliśmy podczas naszej podróży, była Czarnogóra. Przejeżdżaliśmy przez region położony nad Zatoką Kotorską. Krajobraz przypomina tam fiordy w Norwegii, dlatego też został wpisany na prestiżową listę UNESCO. Kotor to średniowieczne miasto, nad którym góruje twierdza. Nocą, niepilnowana przez nikogo, stała się dla nas doskonałym miejscem biwakowym (Fot. 6). Widok rozświetlonej starówki zapierał dech w piersiach! O Jaskini Lipskiej słyszało niewiele osób, a na pewno jeszcze mniej ją odwiedziło. W jej wnętrzu znajduje się grupa stalaktytów, z których po uderzeniu wydobywają się dźwięki. Pawłowi udało się nawet zagrać na nich prostą melodię.



Fot. 6 Kotor

Najbardziej jednak ciekawi byliśmy Albanii. Język niepodobny do żadnego innego, wszechobecne mercedesy i powojenne bunkry! Jest to ponoć najbardziej dziki kraj w Europie. Poznawanie Albanii zaczęliśmy od Szkodry i jeziora Szkoderskiego. Potem udaliśmy się w Prokletije, czyli Góry Przeklęte (Fot. 7). Tutaj wreszcie poczuliśmy ulgę po kilkudziesięciu dniach „stopowania” i zwiedzania miast. Wysokie szczyty, puste ścieżki, malownicze krajobrazy były tym, po co tu przyjechaliśmy! Po kilku dniach przyjemnej wędrówki zeszliśmy z gór i ruszyliśmy w dalszą drogę.



Fot. 7 Góry Przeklęte (Prokletije)

Pierwsze kroki po przekroczeniu granicy Macedonii skierowaliśmy do zabytkowego klasztoru Świętego Nauma. Stamtąd udaliśmy się na kolejną górską wędrówkę – do Parku Narodowego Galicica. Nie są to wysokie góry, lecz widok ze szczytu na zachodzące słońce nad jeziorem Ochrydzkim pozostaje głęboko w pamięci. W Ochrydzie zachowało się kilka cerkwi oraz liczne ruiny (Fot. 8). Miasto jest popularnym kurortem. Tutaj zakończyliśmy wspólną podróż. Paweł i Tomek nie mogli zostać dłużej na Bałkanach. Niestety, musieli wracać. Paweł próbował przez Rumunię dojechać na Krym, a Tomek jak najszybciej wrócić do Polski – na spływ kajakowy. Po krótkim pożegnaniu, każdy z nas, z kciukiem wyciągniętym do góry, stanął na innej drodze.



Fot. 8 Ochryd i jezioro Ochrydzkie

Ja wraz z Eweliną udałem się do Kosowa, kraju, którego prawa do istnienia nadal nie uznaje wiele państw. Mimo, że kilka lat temu toczyła się tam wojna, to dzięki miłym i bardzo gościnnym ludziom (Fot. 9) oraz wszechobecnemu wojsku, czuliśmy się bardzo bezpiecznie.



Fot. 9 U rodziny kosowskich Albańczyków

Wkrótce potem wróciliśmy ponownie do Czarnogóry. Czuliśmy niedosyt górskich wędrówek. Bardzo zależało nam na odwiedzeniu Durmitoru (Fot. 10 i Fot. 11). I tak oto spędziliśmy kilka dni w jednym z najwyższych pasm Gór Dynarskich. Na szlakach, inaczej niż miało to miejsce w Prokletijach, spotyka się wielu turystów. Widok z Bobotov Kuka (2523 m n.p.m.) nagrodzi każdy trud wspinaczki z ciężkim plecakiem!



Fot. 10 Durmitor



Fot. 11 Durmitor

Wracając do Polski, przejechaliśmy ponownie przez Bośnię i Hercegowinę oraz Serbię, Węgry, Słowację i Czechy. Po 7 tygodniach wędrówki nasza autostopowa podróż po Bałkanach dobiegła końca. Korzystając z uprzejmości prawie 90 kierowców, udało się nam, bez ponoszenia dodatkowych kosztów związanych z transportem, zwiedzić spory kawałek Południowej Europy. Pod koniec wyprawy wszyscy czworo zgodnie stwierdziliśmy, że tyle razy rozbijaliśmy namioty w krzakach, że całe nasze przedsięwzięcie można by było nazwać tytułowym „Krzaczingiem”!

Łukasz Szubiński – magister turystyki i rekreacji UAM w Poznaniu, pilot wycieczek. Od kilku lat samodzielnie przygotowuje wyprawy trampingowe po Polsce i świecie, z których do największych sukcesów zalicza te zorganizowane po: Afryce Południowej (2009 r.), Mongolii i Syberii (2008 r.), Rumunii (2007 r.) oraz Krymie (2006 r.). W wolnych chwilach przygotowuje się do podróży dookoła świata.

Ewelina Grymuła – lekarz stażysta, absolwentka PAM w Szczecinie. Od kilku lat, razem z Łukaszem, bierze udział w wyprawach trampingowych (po Afryce Południowej, Mongolii i Syberii, Rumunii oraz Krymie), podczas których odpowiedzialna jest m.in. za pisanie podróżniczego bloga.
Ewelina jest wielką miłośniczką chodzenia po górach. Jej niebywała zaradność i wytrzymałość przerastają drobną figurę.


Podróżnicy dziękują firmie Trekker Sport za okazaną pomoc w przygotowaniach do wyprawy.